Żywioł rewolucyjno-anatomiczny, który nowsi Francuzi bez wątpienia mają w swoich utworach, musi być w wielkich dziełach poetyckich nie tylko poruszony, lecz i przezwyciężony, mogą nawet istnieć dzieła, które zawierają to przezwyciężenie już w założeniu.

„Wielbię Boga za to, że mnie stworzył!” Masz do tego większą przyczynę niż ktokolwiek inny, gdyż czynił to z pewnością ze wstrętem.

Najwyższą formą jest śmierć, ponieważ krystalizując żywioły w postać, kończy ich przelewanie się przez siebie, które było właśnie życiem.

Pojednanie w dramacie: uleczenie rany przez dowód, że była dla spotęgowania zdrowia konieczna.

Czysto ludzki ból powstający z płonnych wysiłków, by znaleźć w życiu jakiś punkt wyjścia, uważa się często za kurcze ambicji, która by się gwałtem chciała rozszerzyć ponad swoją miarę; i to nawet często u człowieka, który ma skłonności w obydwu kierunkach.

Charaktery Goethego, zwłaszcza Faust, różnią się tym od szekspirowskich, że krańce występują w nich jedne obok drugich, a nie jak u Szekspira — jedne z drugich, przez wzajemny wpływ. Sądzę, że to stanowi w ogóle o różnicy między naturą epicką a dramatyczną, przyjąwszy równą miarę zdolności.

Każdy oszust w Paryżu, który wpycha cudzoziemcowi lichy towar jako dobry itp., traktuje go z taką miną, jakby chciał powiedzieć: „Za to przecież daję ci Paryż w dodatku!”.

Z tego, że spodziewamy się wyższego życia, że czujemy potrzebę nieśmiertelności, bynajmniej nie wypływa dowód jej istnienia, gdyż potrzeba ta nie wskazuje na nic obcego, jeszcze nieznanego i nieposiadanego, co by się zapowiadało przez instynkt, ale tylko na to, że chcielibyśmy temu tu życiu udzielić wiecznej trwałości i najwyższego napięcia.

Szczególna rzecz, jak często ludzie myślą, że działają, gdy tylko cierpią, i skoro tylko miażdży i niszczy ich jakiś potężny cios, roją, że zostali dopiero teraz stworzeni.

Byłoby może lepiej, gdyby człowiek zajmował się dziejami swojej natury niż dziejami swych czynów.