Oblał się wstydem, a w każdej źrenicy

Znać było zgrozę. Zapewne dostrzegła,

Wzrok jej zaiskrzył i, skinieniem ręki

Dając znak, groźnem lud okiem przebiegła,

«Francuzi! — rzekła — mnie składajcie dzięki,

Że w pień spróchniały waszych królów domu

Zaszczepiam gałęź laurowego wieńca

I tron wasz świetny ochraniam od sromu,

By na nim wami rządził syn szaleńca!»

Król zakrywa twarz — Agnieszka bieży ku niemu i bierze go w swoje objęcia — wszyscy obecni okazują wzgardę i przerażenie.