Domingo oddala się. Po chwili.
Filipie! Jakże los twój godzien jest litości
Niemniej jak syna twego! — Jad podejrzliwości,
Widzę, jak żądłem węża duszę twą rozrania.
Czemuż się twa ciekawość tak chciwie ugania
Za odkryciem najsroższych tajemnic z obsłony?
A jeśli je odkryjesz — co poczniesz, szalony?
SCENA DRUGA
Carlos, Markiz Poza.