Pewną dzikość — wzrastali z braterską równością.

Mnie tylko ból ten dręczył, żeś ducha świetnością

Przewyższał mnie o wiele. Gdy mi brakowało

Otuchy do walczenia o podział twą chwałą,

Postanowiłem wreszcie sercem cię zniewolić.

Dręczyłem cię czułością, pragnąc cię zespolić

Z sobą bratnim ogniwem. Te zabiegi moje

Tyś, dumny, płacił chłodem. — Bywało — że stoję,

Tyś na mnie ani spojrzał — a ja gorącymi

Zalewałem się łzami, patrząc, jak z innymi