Z pierwszą gwiazdą na niebie rumak u bram staje —
Jakby w ogniach tonący jeźdźcowi się zdaje
Cały pałac. Ku niemu bieży odgłos dziki
Wrzawy godów bachanckich46 i hucznej muzyki.
Drżący kroczy na schody, nie poznany wbiega
Aż na salę weselną — i kogóż spostrzega? —
Za stołem biesiadników w największym natłoku
Siedzi Pietro i anioł świetny tuż przy boku —
Ów anioł Fernandowi tak od dawna znany,
Tylko stokroć cudniejszy niż we snach widziany!