Że plecy wasze stawiacie w obronie?
Te się za wami snujące gromady,
Waszego gniewu skorzy wichrzyciele,
Nie są, o wierzcie, wasi przyjaciele.
Oni zbawiennej nie podadzą rady;
Bo jak by mogli serce swe darować
Obcych przychodniów natrętnej rodzinie,
Co dom obrała w ich ojców dziedzinie
I nad synami zaczęła panować?
Wierzcie mi, wolnym chce być każdy z ludzi