padając w ramiona jego
Nie zasłużyłam być małżonką twoją; ale małżonka twoja powinna by na szacunek zasłużyć. — Jakże syczą dzisiaj te języki obmowne. Jak zyzem81 poglądają na mnie genueńskie panie i dziewice: „Patrzcie, tak więdnieje ta próżna kobieta, co Fieska poślubiła!” — Okrutna kara za moją dumę kobiecą! Całą płcią moją wzgardziłam w on czas, gdy mnie Fiesko do ślubnego prowadził ołtarza.
FIESKO
Nie! zaiste — Madonna82! Ta scena jest dziwaczna.
LEONORA
do siebie
Dzięki ci, Boże! Czerwieni się i blednie. Teraz przybywa mi odwagi.
FIESKO
Dwa tylko dni, hrabino — a wtenczas mnie osądzisz.