Lękliwość najpierwszem jest niebezpieczeństwem. Wielkość musi także mieć jakąś ofiarę.
LEONORA
Wielkość, mój Fiesko? Za co twój geniusz tak memu sercu niechętny? — Patrz! — Oto dajmy, że ja ufam szczęściu twojemu, że ty zwyciężysz, chciałam powiedzieć. — Biada mi najnieszczęśliwszej z rodzaju mojego! Nieszczęśliwa, gdy upadniesz: gdy tryumf odniesiesz — nieszczęśliwsza jeszcze! Nie ma tu wyboru, o kochanku mój! Skoro księciem nie będzie, Fiesko zgubiony — gdy księcia do łona przycisnę, nie mam już małżonka.
FIESKO
Tego nie rozumiem.
LEONORA
Ależ, mój Fiesko! W tej burzliwej strefie tronowej usycha delikatna miłości roślina. Serce jednego człowieka, choćby i Fiesko był tym człowiekiem, za ciasne jest, żeby dwa bóstwa objąć, bóstwa tak sobie nieprzyjazne. Miłość ma łzy i łzy rozumie. U żądzy panowania miedziane są oczy, gdzie nigdy tkliwość w perłach nie zabłyśnie. Miłość jedno ma tylko dobro, wszystkich bogactw się zrzeka; żądza panowania i po zrabowaniu całej natury jeszcze zgłodniała — żądza panowania rozwala świat cały na brzęczące łańcuchami więzienie; miłość w każdej pustyni raj swój wyśni. Chciałżebyś na moim łonie spoczywać, gdy buntowny wasal do twego państwa zakołacze — mogłażbym w twoje objęcia się rzucić, gdyby strach tyrana za każdą ścianą zabójcę widział i gonił cię od komnaty do komnaty! A wielkooczne podejrzenie zmąciłoby w końcu zgodę domowego pożycia — może gdy twoja Leonora ożywny ci napój przyniesie, ty ją odtrącisz i za jej czułość nazwiesz ją przyprawiaczką trucizny.
FIESKO
w osłupieniu
Przestań, Leonoro — okropny to obraz!