KAROL

Ale ten obraz po prawej ręce? Ty płaczesz, Amalio?

Amalia szybko wychodzi.

KAROL

Sam.

Kocha mię! kocha! Cała jej istota burzyć się poczęła — łzy na licu zdradziły. Ona mię kocha! Nędzny, i tyś na to zasłużył u niej! Czyż nie stoisz jak skazany przy śmiertelnym klocu rusztowania? Nie jestże134 to sofa ta sama, gdzie u jej szyi niewinną poiłem się rozkoszą? Nie sąż135 to ojczyste komnaty? Przed obrazem ojca. Ty, ty — płomienne ognie biją z twojego oka, przekleństwo, przekleństwo, rozpacz! Gdzie jestem? Noc przed oczyma — postrachy Boga! — ja to, ja go zabiłem.

Wybiega.

FRANCISZEK

Sam.

W głębokiem zamyśleniu.