Trup witał Kaśkę w progu tego domu, trup dziecka, które nigdy świata oglądać nie miało, a przecież już żyło w łonie matki, cierpiało z nią wspólnie i wspólnie się cieszyło!...
Kaśka mimo woli ręce przycisnęła do łona. Czyż i ona po to cierpi i tak długo nosi swe dziecię w sobie, aby urodzić tylko trupa?
Hałas otwieranych drzwi i szelest papieru zbudził ją z zadumy. Mała, bosa dziewczyna przeleciała jak strzała i zapukała do drzwi izdebki. W ręku miała wielki arkusz żółtawej bibuły i kilka szpilek wetkniętych w małą, aksamitną poduszeczkę.
Drzwi uchyliły się, ale oprócz Sznaglowej ukazała się w nich jeszcze jedna postać. Była to wysoka, tęga, dobrze zbudowana dziewczyna, ubrana w spłowiałą, różową suknię. Nogi miała bose, ale za to włosy uczesane wysoko zdobiła kokarda z niebieskiej wstążki. W ręku trzymała książkę żółtą, małą książczynę ozdobioną czarnym rysunkiem na karcie tytułowej.
Przeszła przez sień z miną zdeterminowanej królowej.
— Nawet Izabelli dokończyć nie mogę przy tych waszych hałasach — wyrzekła skrzeczącym głosem; mogłybyście się też ciszej obie zachować i nie przeszkadzać mi w czytaniu.
Ale ani mała dziewczyna niosąca papier, ani Sznaglowa, nie zwracały teraz uwagi na zadąsaną bosą elegantkę. Sznaglowa szybko pochwyciła papier i szpilki i przymykając za sobą drzwi izdebki, wyrzekła do swej młodszej córki:
— Idź, Madi, na ogródek, podam ci przez okno!
Lubowniczka powieści hiszpańskich weszła tymczasem do dalszych części domu. Mała zaś dziewczyna, nazwana imieniem Madi, wybiegła przed dom, nie zwracając uwagi na Kaśkę, przytuloną wciąż do ściany. Po upływie jednak kilku minut Kaśka uczuła budzącą się w niej ciekawość, tak właściwą każdej kobiecie. Wysunęła się ostrożnie z sieni i spojrzała na zewnątrz. Przed okienkiem pokrytym zasłoną stała Madi, pogwizdując walca. Czekała widocznie na coś, bo obnażone ramiona wyciągała przez przyzwyczajenie przed siebie, a palcami poruszała niecierpliwie. Po chwili otworzyło się okienko i zasłona uniosła się u dołu cokolwiek. Madi wyciągnęła ręce i porwała jakiś przedmiot dość duży, owinięty w żółtawy papier i owiązany cienkim szpagatem. Przedmiot ten wysunął się tuż spod stóp świetlanego krzyża błyszczącego na ciemnym tle zasłony.
— Na Glinianki, tylko do tych nowych dołów — dał się słyszeć przyciszony szept Sznaglowej.