Oparta o pianino, słuchała chwilę.

— Niech mi pan zagra Warum Szumana! — poprosiła.

Uczynił zadość jej żądaniu. Zaczęły ją opływać urywane, denerwujące, szarpiące zdania muzyczne. — Miała ochotę zacząć krzyczeć, łkać spazmatycznie, wołać.

— Dlaczego!...

Opamiętała się. Czyżby rzeczywiście czyhała na nią owa histerja klasztorna?

Głupstwo! To otoczenie wstrętne tak działa. Zaczyna zapominać o celu, do którego dążyć winna.

Pozostać bez skazy — i małżeństwo...

Ach!...

Zamiast obroży erotycznej poczuła straszny ciężar na swych barkach. Coś ją gięło ku ziemi. Wyraz jej twarzy był naprawdę zmagający się i bolesny. Oczy mimo woli błądziły. Spotkała się z wzrokiem Halskiego, który pozostał przy stole i w milczeniu pił czarną kawę. Przed nim leżał na stole stos różanych liści, które oberwał widocznie ze stojącego przed nim na stole bukietu, w przystępie rozdrażnienia...

We wzroku jego Rena pragnęła mimowoli spotkać jakieś współczucie. Tak jest. W tej chwili uczuła się jakby ranną i jakby nieszczęśliwą.