Halski, rozwalony prawie brutalnie obok niej, wyszeptał:
— Och! Och!... Jakaż kokieterja!
Poruszyła się gniewnie.
— Przeciwnie.
— Właśnie, że tak.
— To, że kryję?
— Dla mnie — tak!
— Dla mnie to odruch mimowolny...
— Czego? Może skromności?
Wyzywał ją.