Pierwsza zaczęła Maryla:

— ...Tak!... Ale inteligencja... rozum... dystynkcja...

Rena śmiać się zaczęła chrapliwie, nieprzyjemnie.

— Zdolności parlamentarne... Na razie jednak poraziło wam mowę.

Odwróciła się do Halskiego.

— Panu także!

Zdawał się być zupełnie spokojny.

— To było śmiałe, co Pani zrobiła.

— Nie sądzę. W każdym razie w rodzaju pana. Otwarte.

— Brutalne.