— To jest...

— Nie może być uczciwa. Musiała bowiem (prawie szeptem): — Upaść...

— No tak... ale z nim.

— Więc?

— No to...

I Maryla sama nie wie, co powiedzieć.

Nagle dodaje bardzo szybko:

— A kto wie... może pomimo to być bardzo uczciwa.

Tu już — rozumiesz, Helu — naprawdę się oburzyłam. Jak widzisz, mam rację, pisząc, iż Maryla jest na drodze zgubienia klucza do komnat Safony.

— Nie rozumiem cię! — mówię z wyniosłym chłodem, który naprawdę pochodzi z głębi mych niewzruszonych przekonań. — Czy usprawiedliwiałabyś kobietę, mogącą się zapomnieć aż do tego stopnia?