— Pan się myli.

— Nie, Pani. Jestem zanadto doświadczony w tych sprawach, abym nie umiał rozróżnić wszelkich odcieni, kierujących postępkami kobiet.

Uczepiła się drobnostki, pretekstu.

— Pan ciągle mnie miesza z innemi kobietami, a pan nie zdaje sobie sprawy, jaka ja jestem inna...

Patrzył na nią długo i coś głębszego zarysowało się w jego oczach.

— Jesteś pani inna — na pewnych punktach — może... lecz są niektóre wspólne wam cechy — bez których istnieć kobiecie nie podobna...

Zarumieniła się gwałtownie.

— Nie chcę! Nie chcę! Nie chcę! — zawołała z kapryśną intonacją w głosie. — Nie chcę mieć nic wspólnego z innemi kobietami. Brzydzę się niemi!

Zaczął śmiać się z jej uniesienia. Patrzył na nią z lubością.

— Ładnie pani z tym gniewem, mającym wszelkie pozory namiętności!