Maciek prędko węzełek porwał i ku drzwiom się rzucił.
— Tu same moje szmaty! moja odzież! Miałem ją, gdym do nieboszczki przystał!
Z kufra podniósł się Florek.
— Nie miałeś nic, obwiesiu, koszuli na grzbiecie, łachmana.
Lecz Maciek był już za drzwiami.
— Mianem66 i swoje biorę, przed sądem odpowiem, jeślim67 nie swoje poruszył!
Do komórki pod gankiem wpadł i skobel z drugiej strony zasunął.
Węzełek z łachmanami na ubitą i wilgotną ziemię cisnął.
— A żeby was mór wydusił — zaklął, pięścią w stronę izby grożąc.
Przez wykrojony otwór w kształcie serca padała jaśniejsza smuga światła, przecinając jak strumień wody czarną przestrzeń.