Ostatni obraz zwrócił uwagę Resi.
— Goła! — wyszeptała, chichocząc się cicho.
Lecz Dyńdzio pracował ciągle.
Portiery wisiały krzywo, zakrywając drzwi wejściowe. Połowa tkaniny leżała na ziemi, maczając się w strudze wody, płynącej z rozbitego dzbanka.
Na podłodze Kundel porozrzucał makaty, a rozsypane po ziemi węgle trzeszczały za każdym krokiem. Stara sofa została nakryta gobelinem, przedstawiającym Pallas Atenę, a złocone krzesełka stanęły dokoła stołu pokrytego batystową kapą ściągniętą z łóżka jednej z siostrzyczek.
Durszlak, patelnię, wałek do ciasta — Resia poustawiała na komodzie wraz z flakonikami kryształowymi i weneckim lustrem.
Zbytkowne wydanie Pana Tadeusza poszło dla20 braku miejsca pod szafę. Ten sam los spotkał wyborną kopię z Ary Scheffera21 i śliczną broń gallo-romańską.
Wreszcie na łóżko Resi rzucono poduszki oszyte cienką, nicianą koronką i na ciemnym z brudu prześcieradle rozłożono atłasową pąsową kołdrę — jeszcze wyprawną matczyną.
Wreszcie Kundel zatarł ręce i czując się znużony, siadł z nogami na sofce, znacząc ślady błota na twarzy Pallady.
— Masz... coś chciała — wyrzekł, dobywając z kieszeni fajkę i zapalając ją ze smakiem.