Krew uderzyła do głowy Wickowi.
— Czego ty się tu przywłóczysz? — zasyczał wściekły i groźny — czego?
Ona dźwignęła się na klęczki i za rękę go pochwycić pragnęła.
— Wicek!... ta my rodzeni!
— Nijaki ja tobie rodzony, małpo jedna!
Popchnął ją silnie, aż głową o parkan uderzyła.
— Ta za co ty mnie walisz? Wicek, za co?
— Za twoje łajdactwo!
— Ta cóż robić?... kiedy już tak jest? Teraz już nikt tego nie odmieni!
Milczeli chwilę oboje.