Wiedziała, iż szukać jej nie będzie, lecz — gdyby mu pod oczy podlazła!...
Snuła się więc znów po „Rurach”, omijając starannie czerniącą się sylwetkę policjanta.
Czasem przemknął się koło niej terminator3 bosy, obdarty, zasmolony.
Podskoczył, gwizdnął i zajrzał w oczy rozczochranej dziewczynie, mknącej wzdłuż kamienic.
Czasem, gdy już był po śniadaniu, zaskrzeczał przeraźliwym głosem:
Spadła małpa z pudła,
Stłukła sobie łeb.
Ona szła dalej z głową opuszczoną na piersi, plując śliny, które jej napływały wciąż do ust — prześladowana jedną i tą samą myślą:
A gdyby tak wrócić na Żółkiewskie!