I tylko dla nadania sobie pozy i uroku po wracał ciągle do zmarłej, wysławiając ją jako ideał piękności i wdzięku.
— Włosy miała czarne jak kruk i do pięt sięgające — mówił potrząsając głową — oczy szafirowe, twarz bladą... nie! Opisać jej niepodobna, a wreszcie, chcecie? — pokażę wam jej fotografię.
Radość w tłumie powstała ogólna.
— Ale, przysięgnijcie mi na honor, iż nigdy żaden nie da poznać po sobie, że widział ten portret w rękach moich!
Słuchacze, powstawszy, na honor przysięgli.
Gdy Irek do domu powrócił, uczuł kłopot niemały.
Przyrzekł pokazać fotografię zmarłej — hm!... dobrze, ale skąd fotografię dostać?
Nie wypada nic innego, tylko kupić, jakiś „gabinet” i przyjaciołom przed oczyma błysnąć. Nazajutrz, wczesnym rankiem, pobiegł do ateliers fotograficznych.
Podał się za heliominiaturzystę96 amatora, chcącego nabyć kilka fotografii celem robienia studiów.
Podano mu całe stosy wybiórków, portretów osób, które nie zastrzegły sobie sprzedaży publicznej.