Oczy wszystkich zwracają się teraz w stronę Honorki...

Co to będzie! Co to będzie!... Czy da mu w papę? Czy go po prostu nawymyśla i w oczy napluje!

Lecz — o dziwo... dziewczyna na sam widok Teodora blednie jeszcze więcej i oczy przymyka. On — nie widzi jej wcale, zajęty teraz jedną z drużek, która upuściła na ziemię koronkową chusteczkę.

I nagle — Honorka, kurcząc się i starając zniknąć sprzed oczu wszystkich, zasuwa się powoli za filar — wybuchając cichym, zdławionym płaczem.

Na próżno kuma stara się ją popchnąć naprzód, na próżno osoby otaczające ją dokoła pochylają się ku niej i szepcą słowa zachęty. Ona jedną ręką ciśnie do piersi dziecko, drugą czepia się filaru, a z oczów jej płyną strumienie łez gorących.

— Nie mogę! Nie mogę! — szepce, łkając cicho.

Organy tymczasem huczą przeraźliwie, pan młody przechodzi kruchtę i idzie pewnym, śmiałym krokiem, kłaniając się lekko znajomym wśród tłumu.

Kuma próbuje raz jeszcze podburzyć Honorkę.

— Bój się Boga! Nie bądź oślicą! Despekt50 sobie robisz nadaremny!... Wstań, leć! Jeszcze czas! Tyle ludzi czeka!... Honorka, nie bądź oślicą!...

Lecz Honorka nie rusza się z miejsca. Na widok Teodora dawny lęk ją ogarnął.