Po chwili trzask zamykającej się bramy doleciał przez wpół uchylone okno.

Seweryn chciał biedz za tą kobietą, której bladość i milczenie dziwnie nań podziałały, lecz... egoizm przemógł.

Z uczuciem niewysłowionej błogości usiadł na fotelu, oddychając ciężko.

Ach!... uniknął nielada niebezpieczeństwa, kobieta wykręci się z tej matni, a on, poprzysięga sobie nigdy nie bawić się w sentymenty, lecz czerpać dalej rozkosze w cudzych a dobrze znajomych mu gniazdach...

Czekał jeszcze dni kilka, sądząc że Anna powróci, lub parę słów napisze.

Nic — milczenie zupełne.

Teraz Seweryn odetchnął pełną piersią. Uczuł się ocalonym rzeczywiście i na dobre.

Od tego zdarzenia upłynęło lat siedem. Przez te lata Seweryn miał znów kilka intryg, a przechodząc przez ogród Saski, uśmiechał się na widok małej dziewczynki bawiącej się kamyczkami i kasztanami zbieranemi wśród żwiru.

Dziewczynka miała ciemne oczy i kręcone włosy Seweryna a linia jej łydek, ubranych w jedwabne pończoszki, wyginała się w charakterystyczny sposób.

Niańka, zapytywana o nazwisko rodziców malutkiej, odpowiadała uprzejmie: