I dziś — dziś — właśnie, kiedy wczorajsza schadzka powiodła mu się znakomicie, żołądek funkcyonuje wybornie, a żółte plamki pod lewem okiem znikają pod działaniem „Anti-Bolbosu” — dziś właśnie, wymówiono mu mieszkanie...
— Nie! — c'est du guignon! rien de plus.
I nachmurzony odrywa się Seweryn od kontemplacyi własnej osoby a przegiąwszy się w tył woła:
Z po za przymkniętych drzwi salonu, odzywa się ochrypły głos:
— Słucham, jaśnie panie!
I oto na progu, w szarawem oświetleniu, ukazuje się Paweł — w pantoflach i białym fartuchu sięgającym mu aż pod brodę.
Jest to mężczyzna lat trzydziestu, wybladły i wychudły, obnoszący swą, twarz zniszczonego rozpustą ulicznika w obramowaniu rudych rzadkich faworytów.
Seweryn w tej chwili przegląda się w lustrze, wyszczerzając zęby.
Paweł czeka na progu, zimny, spokojny, utkwiwszy wzrok przygasły w przeciwległą ścianę.