— O! za to ręczyć mogę!

— Tem lepiej!

Zapłacił, fotografię zabrał i cały przejęty ważnością chwili, dzień spędził w gorączce i oczekiwaniu.

Co chwila fotografię wyjmował i przyglądał się rysom brunetki. Była przystojną, choć cokolwiek mało miała dystynkcyi. Jakiś uśmieszek w kącikach ust się błąkał, za wiele widać było piersi.

Gaza ratowała jednak wszystko.

Z nadejściem wieczoru, Irek do cukierni pędził — i pomiędzy zebranych już mężczyzn wpadł.

Porwali się wszyscy, zaciekawieni jak stare baby, wyciągając ręce.

— Fotografia? o! pokaż! pokaż!

On — stał teraz boleśnie wykrzywiony i powoli kopertę odchylał.

Portret wyjąwszy, spojrzał i westchnął.