W rozkołysaniu się gazu, gwizd ten leciuchny motał się z przejrzystością dokładną, wznosił się, opadał i znów rozpoczynał.
Nagle umilkł, rozpływając się w urywanej nutce. Chwileczkę trwało milczenie.
Przerwał je ochrypły nieco głos Minuśki:
— Pan wiesz, ja miałam dziecko!
Mężczyzna nie drgnął nawet, nie odpowiedział ani słowa.
Przygasłe oczy skierował jednak na leżącą kobietę, bo czuł że ma w niej trochę odbicia swego smutku, swego zniechęcenia.
Widział, że się nie krzywi uśmiechem.
Oddychał.
— Miałam dziecko! a jakże! jak anioła taką dziewczynkę! [Żebyś] ją pan był widział no — co to opowiadać! Królewna! Włosy czarne, oczy szafirowe — buzia maluchna. A mądra, a ucieszna. W dziesięcioro się krajałam, aby jej nic nie brakło! Pan nie ma dzieci?
Nie było odpowiedzi.