Wozy z beczkami zastąpiły jej drogę, woźnica wstrzymał konie na chwilę.
Koteczek wychylił głowę.
— Cóż tam? dlaczego stajesz?
Nagle cofnął się w głąb powozu.
Towarzyszka mimowoli spojrzała w otwarte okienko.
Na chodniku pomiędzy gromadką bosych dzieci czekających na opróżnienie ulicy, stała ciemno, ubogo ubrana kobieta w zniszczonym kapelusiku na pochylonej głowie.
W tej chwili kobieta ta z wyrazem zdumienia na pożółkłej twarzy wpatrywała się w okienko karety, a z nawpół otwartych ust zdawał się ulatywać jakiś głos stłumiony.
Pani Lena odwróciła się i spytała szybko:
— Patrz!... ta kobieta dziwnie tu spogląda, czy może znasz ją?
Lecz mężczyzna nie ruszył się nawet, przytulony do kąta karety, nikczemny, nędzny w tej trwodze, jaka zwykle ogarnia każdego z nich na widok zdradzanej kobiety.