Kto wie! Może młodzi będą kontenci11, że przyszli, ot, tak — do gotowego, a może i panna ze swej strony chowa jaką niespodziankę...
Ten i ów ciśnie się przyjrzeć bliżej Honorce. Hm!... wychudła, źle zbudowana, głowa roztargana...
Kobiety szepcą między sobą:
— Mogła się choć uczesać uczciwie, kiedy szła na publikę między ludzi.
Jakiś pan podszedł do niej i zajrzawszy jej w oczy, wyjmuje z kieszeni małą notatkę. Półgłosem zadaje dziewczynie zapytania, na które ona nie odpowiada wcale, patrząc ciągle w przestrzeń spod brwi ostro ściągniętych. Pan ów, nie zrażony milczeniem, nie odstępuje wszakże, tylko z kieszonki dobywszy ołówek, ślini go i coś w książeczce zapisuje.
— Gazetnik!... gazetnik!... — szemrze tłum dokoła.
Kazimierzowa uznaje za stosowne przemówić:
— Nie w gazecie, ale tu na tablicy winna być wyryta opowieść o takim włóczydrągu, co uczciwe dziewczyny z dobrej drogi zmania12!
— Nikt ją ta znów za łeb nie trzymał — wtrąca jakiś młody chłopak.
Kazimierzowa obraca się jak na sprężynach.