— Zdaje się ślub jeszcze będzie — doszedł szept z ławek zajmowanych przez mężczyzn.
Kobiety wdzięcznie pochyliły głowy.
— Dziękujemy! Dziękujemy! — A czyj!
— Subiekta5 z cukierni i córki kolejnika!
Wszyscy zaszemrali zadowoleni.
Warto zostać, taki ślub to już parada. Kolejarze, wiadomo, lubią wszystko z pompą — a taki subiekt z cukierni to „osoba”.
Tymczasem kościelny wyniósł dwie poduszki i przykląkłszy, układać je począł na stopniach.
— Poduszki! — zaszemrało na ławkach.
Lecz znów mężczyźni udzielają informacji bliższych co do osoby pana młodego.
Kobiety składają z westchnieniem książki i owijając na rękach długie różańce, wyciągają szyje — ciekawe, żądne wiadomości o tych ludziach, którzy za chwil kilka jak papugi powtarzać będą słowa sakramentalnej przysięgi.