I te włosy złote, na które padły szafirowe kwiaty, i te rączki wyciągnięte...

To było jasne, to było piękne...

Tuśce nagle zrobiło się żal Pity. Pomyślała, że dziecko poszło spać bardzo smutne i pełne żalu. Przyszło wprawdzie grzecznie powiedzieć jej „dobranoc”, ale oczy więcej niż kiedykolwiek unikały wzroku matki.

— Skryta jest... — osądziła ją Tuśka — doktor miał rację.

Nie zastanowiła się jednak, że nie uczyniła nic, aby tę skrytość córki zwalczać, przeciwnie, rozwijała ją systematycznie jako wynik dobrego ułożenia i wychowania.

— Zresztą... może to jest dowód jej charakteru...

Tym chciała przerwać wizyjne błękity gencjan i jakiś dziwny, cichutki jakby dźwięk strun, który teraz się z tych wizji ku niej przekradał.

Zgasiła świecę.

W ciemności wizje błękitnych kwiatów nie tylko nie znikły, lecz przeciwnie, spotężniały i nabrały wyrazistości.

Tylko teraz od gór płynął wiatr i kołysał lasem gencjan, a one dźwięczały coraz milej, coraz głośniej...