Lecz teraz słychać kroki mężczyzny ciche i układne.
— Kiciątko!... — mówi mężczyzna — niech kiciątko nie płacze.
Przez Tuśkę przebiega mróz od tych kilku słów.
Taki słodki, miły głos. Takie proste słowa i to „kiciątko” nigdy nie słyszane. Zupełnie jakby ktoś aksamitną łapką gładził, pieścił, tulił.
*
— Kiciątko!...
— Och, ty!... ty!...
I potem prawie szeptem jeszcze wśród łkania:
— Mój! mój!...
— Jak? co?