Ta kobieta nie ma oznaczonych lat. Starcze bruzdy twarz ryją, oczy iskrzą się temperamentem młodości.
Pod serdakiem pierś zwiędła, a nogi jak młodej kozicy, co po reglach skacze.
Przypadła do stołu, uderzyła w niego menażkami, rzuciła talerze, widelce, łyżki, noże... Pokazała rząd białych, czystych zębów.
— Psota? — ha?... — wyrzekła, ocierając szerokie ręce o fartuch.
Pita patrzała ciągle na gaździnę jak na ciekawy okaz lub ilustrację w jakimś dzienniku.
Góralka wzrok dziewczyny podchwyciła.
— Cni się wam?
Pita z przyzwyczajenia uśmiechnęła się, choć nic nie rozumiała.
— Nie banujcie, bo się osbiere. Pan Jezus da, że się osbiere!
Uśmieszek uprzejmy Pity przechodzi w ironię.