— Wyśpisz się, gdy umrzesz!...
Ale wolała pozostać sama!
W ogóle teraz Pitę przyzywała tylko w krytycznej chwili, gdy ogarniało ją przy Porzyckim tak wielkie zmieszanie, iż przytomność ją odbiegała. Inaczej czuła ulgę, gdy dziecko odsuwało się od niej i nie plątało się przy niej, bo dziwne, nieokreślone uczucie szarpało wtedy nią całą.
Pita przypominała jej rzeczywistość.
Pita była Warecką ulicą — ciasnym mieszkaniem, grzecznym mężem, milczącymi chłopcami, słowem, tym wszystkim, o czym Tuśka obecnie myśleć coraz mniej chciała czy mogła.
Wolała żyć teraźniejszością.
Słońcem — górami — i...
Kochać się!
*
Nadszedł wreszcie list od męża.