Tuśka patrzyła strwożona i zdumiona na Porzyckiego, nie mogąc go poznać, tak bardzo się zmienił. Z dolepieniem brody z jasnej krepy zmienił się charakter tego człowieka.
Sznapsia, pudrująca lekko policzki Tuśki, szepnęła jej cicho:
— Niech pani mu powie dyskretnie w rozmowie, że i dla niego jest przygotowany wieniec.
— Dlaczego mu pani nie powie?
Nadzwyczaj subtelny uśmiech przesunął się po ustach aktorki.
— Nie... nie... niech mu pani to powie.
— Dobrze...
— Zaraz mu się humor poprawi.
— O!... w takim razie najchętniej.
Były już teraz na dobrej stopie. Zbliżyły ich próby. Wreszcie Porzycki zajmował się wyłącznie Tuśką. Pieszczoty ich, pocałunki ponawiały się ciągle, stając się coraz mniej uczuciowymi. Tuśka przestała się obawiać Sznapsi, a właściwie nie chciała myśleć już o niczym, oprócz o Porzyckim.