— Nie wiem...

Pita ukosem patrzyła na gaździnę.

Tuśka ten wzrok podchwyciła.

— A... to jego siostra. Tak, tak, to siostra — wpadła nagle ucieszona, że ma punkt wyjścia.

I zwracając się do córki tłumaczy:

— To była siostra gazdy.

Lecz Wikta psuje szyki.

— Dzie zaś — mówi spokojnie — Józek siostry nijakiej nie ma. Hanka Pazerna to je taka, co z nim przedtem siedziała...

I widząc szeroko rozwarte oczy Tuśki, która po raz pierwszy spotyka się z tym brutalnym określeniem żywiołowej miłości, dodaje:

— No, wicie... siedziała. Ino ksiądz ich wywoływał z ambony, a potem Józek se zmiarkował, że niby je pikny chłop i może mieć jense życie, a nie takie płone, i rozszedł się z kupy, a za mnie się wydał.