— On jest w swoim prawie! — wyrzekła wreszcie z jakąś uroczystą powagą.
Tuśka aż drgnęła.
— Jak to? przecież to wasz mąż!
— Ale ona beła u niego pirsa... On jest w prawie!...
Mąt ogarnia umysł Tuśki.
Czuje, że jest wobec czegoś, co sprzeciwia się najzupełniej układom społecznym, lecz równocześnie jest czymś potężnym i wielkim w bezgranicznym pojmowaniu istoty życia.
— Bo wicie, co wam jesce powiem — mówi znów wolno gaździna — u nich jeszcze jest i mały chłopiec.
Rozkłada szeroko rękoma.
— To je tak.
I powoli, spokojnie, wyniośle, lecz mimo to jakby na ramionach dźwigała dobrowolnie krzyż, wychodzi z sieni na ulicę.