11. Pacholę Bolesław zabija dzika

Wiele mógłbym się rozpisać o niepospolitej odwadze dziecka, gdyby mię w tym nie hamowała chęć pospieszenia do treści znakomitszej dzieła. Jednakże nie dozwolę ukryć się w cieniu temu, w czym połyska zarodek dzielności do spraw większych. Pewnego poranku syn Marsa. zasiadłszy do śniadania w lesie, postrzegł przechodzącego ogromnego dzika, który się zapuszczał w gęstwę przyległą. Natychmiast więc porwawszy się od stołu, skoczył na przełaj z oszczepem i nie czekał, aż przywołana będzie psiarnia lub który z towarzyszów łowu na pomoc pospieszy. Ale wtem właśnie, gdy już był w pobliżu dzikiego zwierza i miał wypuścić pocisk w gardziel tegoż, zabiegł mu drogę rycerz pewien, który zdołał w porę zamach jego powstrzymać, usiłując zarazem oszczep wyrwać mu z ręki. Gniewem albo raczej odwagą uniesiony Bolesław, dwoistym pojedynkiem do zdumienia, zwarł się w tym razie z dzikim zwierzem i człowiekiem i wyszedł zwycięsko. Albowiem i oszczep napastnikowi wydarł na powrót, i dzika martwym u stóp swych położył. Zapytywany rycerz następnie, dlaczego to uczynił, odparł, iż sam nie wiedział dlaczego: przychylne oko jego atoli na długo postradał z tej przyczyny. Młodzik zaś wyszedł z tej rozprawy mocno utrudzony, tak iż zaledwo na wietrze powoli otrzeźwiał.

12. Bolesław niedźwiedzia zabija

O innym także czynie odwagi dziecięcej nie zamilczę, chociażbym wnosił, że przez to komuś z zazdroszczących dworaków się nie podobam. Tenże chłopczyk królewski, w nielicznym orszaku przebywając knieję leśną, nagle, gdy się znaleźli na wzgórzu pewnym wydatniejszym i patrząc na dół, tu i ówdzie rozglądali się bez celu, ujrzał silnego niedźwiedzia w skokach po nizinie z samicą igrającego. Na widok ten co żywo puścił się na dół ze wzgórza, dawszy znak towarzyszom do pozostania na miejscu. Samopas i nieulękły, z konia nie zsiadając, dotarł obces187 ku bestiom krwawym, a zaczem188 niedźwiedź wspięty na łapy krok ku niemu uczynić zdołał, już padł przeszyty na wylot jego oszczepem. Czyn taki, wprawiający w zdumienie obecnych, wart był zaiste, aby wieść o nim odnieśli pomiędzy tych, którzy świadkami jego nie byli.

13. Bolesław na ziemię nieprzyjacielską wybiega

Syn Marsa Bolesław, wzrastając z laty189 i siły swe krzepiąc, nie jak to jest zwyczajem płochej młodzieży, gonił za zbytkiem i marnościami, lecz gdzie posłyszał o nieprzyjaciół na grunt ojczysty napaściach, nie mógł znieść tego, by się nawzajem nie puścić z dobranym rówienników190 orszakiem i nie zapłacić odwetem śród własnych ich krain. Wnet palił ich włości, zagarniał spotkanych po drodze i wraz ze zdobyczą do dom z sobą uprowadzał. Korciło go to bowiem, iż na swe imię mając już księstwo wrocławskie wydzielone, jakkolwiek wiekiem niedorostek, lecz starzec dzielnością, nie zażył jeszcze uciechy rycerskiej. Stąd czynów jego młodzieńczych świadomi, z nadziei, jaką obudzał, dokonania kiedyś dzieł większych, brali pochop do głębszego zamyślenia się nad przyszłością, coraz też więcej przywiązywał do swego imienia czy to młodzież, czy starszyznę: tamtych dla współudziału, tych, że przecież kraj się doczeka bohatera w swym władcy.

14. Bolesław na Pomorzan uderza

Tenże zaś młodziutki wojak, czyste plemię marsowe, z konną drużyną puścił się raz na Pomorze, gdzie się już nieco donośniej wieść o nim rozeszła. Przypadłszy pod gród Międzyrzecze191, z taką nań siłą i natarczywością uderzył, iż po dniach kilku do poddania się obrońców jego zmusił. Przy którym to zdarzeniu stolnik jego Wojsław, cios odniósł nader dotkliwy w czoło, przy starciu u murów, tak iż ledwo biegłość lekarza, przez wyjęcie kości, zdołała go ocalić. Dowód to zawsze, iż walka musiała być zawzięta, lecz i na bliskość niezwykłą toczona. Znamię waleczności jego niezatarte było na długo.

15. Inna jego wojna na Pomorzu

Za powrotem z krainy rzeczonej dozwolił nieco wytchnąć rycerstwu swemu; wnet przecież pomyślał młodzik, niełatwy do uznojenia, o doprowadzeniu do skutku rozleglejszych zamiarów. Owóż za ponownym wtargnięciem na Pomorze celem tym jedynie zajęty, aby je uśmierzyć lub zupełnego jego dokonać następnie, przy okolicznościach sprzyjających, podboju, tym razem nie zwraca usiłowań swoich już tylko do pobrania łupów lub palenia kraju, ale się kusi o grody i miejsca obronne, które by chciał posieść192 lub zburzyć. Za pierwszym więc zapędem niepohamowanym dostał w moc swoją warowny zamek pewien po drodze, przy czym bez odniesienia zdobyczy wojennej się nie obyło, ale przede wszystkim danego słowa przeniewierców wojennym skarał obyczajem. Lecz cóż powiedzieć, iż zamiast orężnym tym powodzeniem coraz większą miłość współziemian swych pozyskiwać, tylko coraz większą zawiść przeciwnie obudzał; a nawet, jak się to wkrótce okaże, dał powód tymże do ukartowania skrytego zamachu na swe życie?