A przeto nic dziwnego, jeżeli też młodzieniec w wieku rozkwicie, stojący u steru państwa, radami mędrców do największego oburzenia doprowadzony, w pierwszym zapędzie gniewu do zbrodni się posunął376, chcąc zagrażającej sobie zguby uniknąć albo starając się przez usunięcie wroga nieprzejednanego spokojne panowanie nadal sobie zapewnić. Nikt jednak tego przypuszczać nie może, aby nie z zapamiętałości jedynie, a z ducha i usposobienia właściwego grzech ten popełnił, aby popełniał go nie trafunkiem, a rozmyślnie. Gdyby albowiem Zbigniew z przyzwoitą pokorą i rozsądkiem doń przybywał, jak wypadało człowiekowi o zlitowanie nad sobą prosić mającemu, gdyby nie przybierał roli pana udzielnego, jak ów, co blichtrami próżności otoczony, przez nie obejmowaną przez siebie władzę zwierzchnią zwiastuje, i sam by zguby nieuchronnej był uniknął, i drugich do występku opłakanego byłby nie pobudził. Jakże to więc? Obwiniamy Zbigniewa, a Bolesława uniewinniamy? Bynajmniej. Lecz mniejszym jest, według nas, grzechem, gdy się popełnia skutkiem popędliwości gniewnej, ze sztucznej podniety wreszcie, od popełnionego z rozwagą pilną i dojrzałym namysłem. Lubo i dla grzechu z rozwagi popełnionego nie odmawiamy pokuty niezbędnej; co do jej stopnia tylko, naznaczamy go z uwzględnieniem osoby, wieku i wczesności lub niewczesności. Jakoż nie przystoi po złu niepowrotnie zdziałanym dawać pobudkę do zła większego; obowiązkiem jest owszem lekarza, który ma do czynienia z chorym, prawdopodobnie wyleczyć się dającym, aby z należytą dyskrecją w stan jego obecny wglądał. Skoro więc to, co się stało, odstać się nie może, dołożyć ma lekarz z swej strony wszelkiego starania, ażeby to, co jest chore prawdziwie, w swym pacjencie wyrozumiał, a wynalazłszy, do stanu przeszłej działalności i energii doprowadził. Rzecz jawna, jasna, że gdzie chodzi o ciało schorzałe, środkami cielesnymi leczyć się ono powinno; gdzie o chorobę duszy, tam środki duchowe tylko są właściwe. Podobnież i co do naszego tu zdania. Gdy obwiniamy Bolesława o to, co uczynił, nie możemy wspomnieć bez pochwały o godnej pokucie przezeń odbytej i akcie pokory z całym jego objawem publicznym. Widzieliśmy bowiem takiego męża, takiej znamienitości władcę, tak rozkosznego rzeczywiście młodzieńca zachowującego wnet pierwszy Post Wielki z taką ścisłością, iż ustawicznie z prochu prawie nie powstawał, odziany włosiennicą, a tarzając się w popiele, wzdychał i rzewnymi łzami się zalewał, od towarzystwa ludzkiego się oddzielał i rozmowy unikał, ziemia była mu stołem, trawa przykryciem, chleb kolczasty za łakocie, woda za nektar. Prócz tego biskupi, opaci, kapłani mszami i postami, każdy wedle sił swoich go wspierał, a tylko w większą uroczystość kościelną lub w czasie poświęcenia kościołów cokolwiek mu z pokuty powagą kanoniczną zwalniali. Sam także polecał msze za grzeszników i za umarłych odprawiać, śpiewać psałterz, przez miłość zaś bliźniego wielką pociechę w rozdawaniu szat i jadła ubogim znajdował. A co się więcej nad to wszystko i za rzecz główną w pokucie ceni, powagą daną z niebios po takim zadośćuczynieniu bratu swemu spełnionym, rozgrzeszenie zupełne otrzymuje377. Jeden jeszcze owoc godny takiej pokuty można przytoczyć w Bolesławie, zasługujący na naśladowanie przez innych pokutników, taką książęcą dostojnością nawet nieokrytych. Gdy bowiem nie księstwem podręcznym, lecz wspaniałym królestwem władał i ciążyła na nim powinność zasłaniania kraju od napaści, tak chrześciańskich, jak bałwochwalczych sąsiadów, on siebie i królestwo swe Bożej polecił opiece, a sam pielgrzymkę do św. Idziego i św. Stefana króla378, nadawszy jej pozór zjazdu379, lecz istotnie z powodu najżywszej pobożności, mało o tym dając wiedzieć ludziom, odbył uroczyście.

Każdodziennie bowiem przez cały ów Post Wielki380 przestawał na suchym kawałku chleba i wodzie krynicznej, a jeśli kiedy tę ścisłość i surowość przełamał, czynił to zniewolony prawie przez opatów i biskupów, którzy uwzględniając mozół pielgrzymki, zwolnienie to postu zastępowali mszami i modlitwami. Bez wyjątku też dnia każdego, poczynając od wyjścia z gospody, w otoczeniu biskupów i kapelanów pieszo i boso postępował, dopóki godzinek o Najświętszej Pannie, dziennych godzin kanonicznych i siedmiu psalmów pokutnych wraz z litanią nie odmówił, a często jeszcze przyłączał do tego i psałterz dalszy, z wigiliami za umarłych. Przez ciąg wreszcie trwającej pielgrzymki, tak pobożnie i gorliwie dopełniał mycia nóg ubogim i rozdawania jałmużn, iż żaden potrzebujący, który miłosierdzia u niego żebrał, z próżnymi nie odszedł rękami. Do jakiegokolwiek miejsca rezydencji biskupiej, opactwa lub mniejszego przełożeństwa książę północny się zbliżał, wychodził na spotkanie jego biskup, opat lub przełożony, a kilkakrotnie i król Węgier, Koloman, w procesji uroczystej. On zaś wszędzie z swej strony jakiś dar na kościoły ofiarował, a na owych miejscach przedniejszych tylko złoto i bławaty wykwintne. Z taką to uroczystością religijną po całych Węgrzech był podejmowany przez zwierzchników i kler katolicki, tak skrzętnej i wspaniałej posługi od tychże doznawał a nawzajem był obdarzany. Wszędzie też urzędnicy królewscy i służba dworska nieodstępnie mu towarzyszyła; owszem król tenże381, baczne mieć oko polecił i sobie wiadomość składać, gdziekolwiek by pilniej lub mniej usłużnie był przyjmowany na miejscach rozlicznych. Pilniejszych w przyjęciu i staranniejszych król przyjaciółmi swymi mianował, a bez wątpienia i łaskę swą na przyszłość chętnym zapowiadał.

Z takąż pobożnością duchowną i uczczeniem świeckim Bolesław z pielgrzymki swej wracał; nie zaraz przecież za powrotem do kraju żywota pokutniczego zaniechał ani szaty pielgrzymie złożył, lecz dotrwał w jednymże trybie aż po czas odwiedzenia grobu męczennika Wojciecha382, przy którym był postanowił święta wielkanocne spędzić. Im przeto dzień po dniu więcej do pamiętnego miejsca tego się zbliżał, tym boleśniej zalewał się łzami a gorętszym oddawał modlitwom, (boć to obok tej twardej i boso odbywanej pielgrzymki jakby się żywiej oczom jego przedstawiała na sercu ciążąca wina). A gdy do stolicy w mowie będącej i grobowca męczennika na koniec zdążył, cóż to za szczodre były jego jałmużny! Co za bogactwa na przyozdobienie kościoła i jego ołtarzy rozsypał! Dość wyszczególnić jako ofiarę skruchy dzieło złotnicze sprawione, które przeznaczał na pomieszczenie szczątków świętego męczennika. W trumnie tej albowiem lub relikwiarzu 80 zawierało się grzywien383 złota najwyższej próby, nie licząc w to pereł i drogich kamieni, złotu w wartości zapewne nieustępujących. W gronie zaś biskupów swych, dostojników, kapelanów, rycerstwa, tak wspaniale i uczynnie, ze względu hojności, w której się nie ograniczał, ową najchwalebniejszą Wielkanoc upamiętniał, iż każdego z wyższych i niższych kosztownymi szaty przyozdobił; a co do kanoników świątyni błogosławionego męczennika, zawiadowców i sług kościoła, obywateli nawet grodu samego, żaden z nich bez wyjątku nie został pominięty, bądź to w udziale szat, koni, bądź innych upominków, tak, iż w miarę godności i znaczenia, był uczczon każdy podarkiem właściwym. Oddawszy się jednak tak wyłącznie opisowi pielgrzymki, z ową skruchą religijną i pobożnością odbytej, nie powinniśmy z pamięci wymazywać wyprawy poczętej pierwej, do której powrót nikt nie może za późny poczytywać, boć gdybyśmy ją wcisnąć byli chcieli między osnowę powyższą, tylko byśmy psuli porządek opowiadania, a jasności wykładu bynajmniej nie przyczynili.

26. Pomorzanie gród Nakło Polakom poddają

Gród tedy Nakło, o walnej bitwie pod którym wyżej się wspomina, a z którego szkoda wieczna dla Polski i mozół ciągły wynikał, Bolesław oddał był w zawiadowanie pewnemu Pomorczykowi z sobą spokrewnionemu, imieniem Świętopełkowi, wraz z innymi zamkami wielu, pod tym warunkiem, iż nigdy nie powinien mu był odmawiać swej posługi, ani wstępu do grodu i zamków rzeczonych w zachodzącej potrzebie wzbraniać. Ale ten później nigdy w wierności mu poprzysiężonej nie wytrwał, ani do obowiązkowej posługi za wezwaniem znać się nie chciał, ani załóg polskich do zamków nie wpuszczał; owszem, wzbraniał tymże wstępu, jako wróg podstępny i zdrajca, z użyciem siły i oręża, który był gotów we krwi ich pławić. Czym Bolesław, północny książę, do gniewu pobudzony, zwoławszy hufy swe pod chorągwie, siłami potężnymi mocno warowny gród Nakło obległ, spodziewając się zniewagę swą powetować a razem zuchwalca stanowczo upokorzyć. Lecz od św. Michała po Boże Narodzenie384 włącznie pod grodem przetrwał, a pomimo walk staczanych codziennie i wszelkich dokładanych usiłowań celu swojego dopiąć nie był w stanie, gdy machin wojennych i narzędzi pod wały jego, dla385 wilgotnej, częścią wodnistej, częścią386 bagiennej miejscowości, przytoczyć było niepodobna. Był gród prócz tego tak silnie zaopatrzony w ludzi i wszelkie potrzeby, iż wytrzymałby bezpiecznie szturmy i zamachy przynajmniej rok cały. Bolesław, przy którymś ze szturmów osobiście prowadzonym rzęsiście strzałami przez łuczników grodu poczęstowany, tym większym tylko pragnieniem rychłej zemsty zapałał. Gdy atoli Świętopełk raz po raz, to przez użytych w pomoc przyjaciół, to przez pośredników w radzie królewskiej nalegał o pokój lub rozejm czasowy i znaczną mu summę pieniężną wyliczyć się zobowiązywał, a na dotrzymanie stosownych dać zakładników, Bolesław nad stanem rzeczy zastanowiwszy się pilniej, warunki podawane przyjął, wnet też obóz zwinął, a tak zamierzone pomszczenie zniewagi do czasu dalszego znowu musiało być odłożone. Wszakże bez wyliczenia sobie części okupu umówionego nie odszedł, na zakład zaś pierworodnego syna Świętopełkowego z sobą uprowadził.

Pokazał to rok następny, co znaczą zobowiązania lennika wiarołomnego, który ani warunków przez siebie podanych nie dotrzymał, ani dbał wiele o los syna, którego na oczywiste niebezpieczeństwo narażał; na termin zjazdu uchwalony z Bolesławem nie przybył, lecz ani nawet dlaczegoby to czynił, nie uważał za obowiązek temuż się uniewinnić387. Więc nowe starcie było przewidziane. Hufy się polskie gromadzą i panującego księcia wkrótce poczuł nad sobą żelazną różczkę388; choć raz ten znowuż stanowczym nie mógł się nazywać. Bolesław albowiem zbrojno przybywszy nad granicę, od tego począł z doborową garstką rycerstwa przybraną jedynie, na co wódz inny z większymi siłami nie odważyłby się był niewątpliwie, umyśliwszy zamek Wyszegrad389 wprzód opanować przez napad bystry, zaczem390 by się upamiętali obrońcy, z kim walczyć mają, i do oporu zdołali przygotowania poczynić. Za przypadnięciem więc do rzeki, która w tym miejscu uchodząc do Wisły, zamek rzeczony, w węgle391 między dwiema rzekami392 leżący, od nich oddzielała, jedni się przez nią wpław na drugą stronę, sznurem ciągnąc jeden za drugim puścili, drudzy na tratwach z Mazowsza w tym czasie płynących ułatwili sobie jej przebycie. Na taki sposób, bez powziętego rozmyślnie zamiaru, większa się szkoda następnie stała okolicy niż samemu zamkowi, skutkiem ośmiodniowego szturmu przy jego dobyciu. I rzeczywiście, skoro się cały oddział Bolesławowski na koniec u bram grodku skupił a począł przyrządzać rozmaite narzędzia oblężnicze, obrońcy, nie czekając, aż się na nich znajoma zaciętość attakującego skrupi, przez układ zamek poddali, przez co rąk Bolesława i zguby grożącej uszli. Jak się nadmieniło, osiem dni kosztowało Bolesława wzięcie Wyszegradu; przez osiem dni następnych umocnił go lepiej na przyszłość pracą załogi swej w nim pomieszczonej. Z kolei tak pobrał inne, nareszcie ruszył pod główny zamek393, teraz obronniejszy znacznie, który niezwłocznie dokoła obegnał394.

Lecz tu miał już większą robotę; albowiem wstręt czyniło395 położenie miejsca, bardziej niedostępne, a mianowicie siła załogi, gotowsza do boju i wprawą doświadczeńsza. Jakoż na wystawione przeciw sobie narzędzia oblężnicze, odpowiedziała narzędziami natychmiast, przy których pomocy niejedno pokuszenie się wroga zwalczyć, a prznajmniej opór przydłuższy stawić zdolna była. Polacy zarównywają przekopy, drwa i ziemię znoszą, dla wież swych tym sposobem torując przystęp pod mury grodu, Pomorzanie mają na to wrącą słoninę i łuczywa smolne, aby całkowite owe stosy zwiezione podpalić i następnie z dymem puścić. Taki pożar zdołali oni sprawić po trzykroć, ukradkiem z murów zstąpiwszy, i potrzykroć Polacy wieże z swej strony odbudowali na nowo. W końcu przymknęli je do murów, już tak blisko, iż wręcz się z obrońcami na gołe miecze mogli ścierać, i nawzajem miotanymi na obronne narzędzia głowniami pożar i zniszczenie szerzyć. Ważył się los grodu dość długo. Co szturm przypuszczą Polacy, siekąc, paląc, gradem kamieni obsypując, to do odstąpienia takimi wszystkimi sposoby zmuszają ich Pomorzanie. Wielu z Polaków dosięgały strzały ich łuczników i raniły; ale i sami codziennie, w znaczniejszej może jeszcze mnogości, nie byli w stanie się odliczyć. Pewnymi albowiem być mogli poganie śmierci niechybnej, ilekroć by wzięci byli siłą i dlatego woleli bić się do upadłego a sławę stąd pozyskać, niż gnuśnie w pojmaniu oddawać swe głowy pod cięcia toporów jak złoczyńcy. Niekiedy w ciągu oblężenia zamyślali o układach z Bolesławem i poddaniu grodu, to znowu chcieli poprzestać na rozejmie jako środku zwlekającym; w oczekiwaniu bowiem skądinąd nadejść mającej odsieczy radzi by jeszcze byli uniknąć kroku stanowczego. Polacy tymczasem, nie ustając na chwilę w kołataniach i szturmach, gdy nie wystarczały dla dopięcia celu trudy, czuwania nocne ani wysiłki żadne, choćby na koniec do fortelu wojennego uciec się mieli, posiąść gród prawdopodobnym im się zdało. Jakoż i nadzieje oblężonych doczekania się posiłków Świętopełka, spełzłe na niczym, w gruncie rzeczy dopomagały im w pełnieniu zamiaru. Gdy bowiem z jednej strony Pomorzanie uważali za niepodobieństwo przy siłach dotychczasowych ujście rąk Bolesława, z drugiej, nadarzyła im się okoliczność obostronnego znużenia, dozwalająca pomyśleć o zawiązaniu ponownym układów, a wtedy wymówiwszy sobie396 całość i bezpieczeństwo osób, gród poddali, sami zaś z mieniem, jakie unieść który zdołał, z obrębów jego wyszli bez przeszkody.

Przypisy:

1. M[arcinowi] — Jakimi okolicznościami powodowany autor głoską początkową tylko oznacza imię arcypasterza, wówczas gdy tej oględności nie zachowuje, wyszczególniając imiona czterech innych biskupów, domyślać się trudno. Nic powątpiewać nie każe, iż był to właśnie ów Marcin, zasiadający od czasów jeszcze Władysława Hermana na arcystolicy gnieźnieńskiej; tym bardziej gdy wiadomo, jak ważnym był działaczem w sprawach państwa, tak iż autor mógł słusznie powoływać na świadka i sprawy jego własne „wcielać do osnowy kroniki”. To tylko pewna, iż dziać się to nie musiało trafunkowo; raczej uważać by się powinno za wykreślenie dobrowolne na żądanie samego dostojnika, który stając na świadectwo, widziałby się zniewolonym sobie samemu niejedną winę znaczącą przyznać. [przypis tłumacza]

2. [Pawłowi] — wszystkie uzupełnienia za wydaniem krytycznym: Anonim tzw. Gall, Kronika polska, przełożył Roman Grodecki, przekład przejrzał, wstępem i przypisami opatrzył Marian Plezia, wydanie III uzupełnione, Ossolineum: Wrocław-Warszawa-Kraków 1968. [przypis edytorski]