Gnieździ się w głębi swych wilgotnych leży,
A drzewa chyląc się nad stawem twarzą
Zieloną patrzą w jego głąb — i marzą.
LVIII
A ujście jego, kaskadą strącone
Ze skały, kipi pianami spadając
I ucichnąwszy jak uspokojone
Dziecko, toczy się dalej, przewijając
Potokiem; krople kaskady złączone
W strumień, co błyszcząc lub się znowu tając,