A w głowie zamęt większy z każdą chwilą

I strach — bo woda, pryskając w strzelnice,

Skrapiała hamak, poduszki i lice.

XXVI

Słusznie się trwożył; charakter wojenny

Morza coraz to groźniej znaczył burzę.

Wiatr nie był jeszcze wściekłością brzemienny,

A już lądowcy pobledli jak tchórze.

Lecz marynarze — to jest ród odmienny.

Pod noc ściągnięto żagiel w samej górze;