Ci dla uciechy głupiej, ci z zawiści.

XXIX

A potem słodki ten ideał żony

Z taką pogodą znosił męża bole,

Jak owe dawniej spartańskie matrony,

Co nie wydały skargi, gdy mąż, w pole

Wyszedłszy — legł; nie biły w płaczu dzwony.

Chłodna, choć go kto oszczerstwem zakole,

Na męki męża z takim jasnym czołem

Patrzała, że świat krzyknął: „Jest aniołem!”