Rzecz ta się zdarza w świecie nieustannie.
CLXVIII
O świcie — gdy spał, bo Juan podwójne
Zażywał dozy snu, mocniejsze ranem —
Szła do jaskini i oczęta czujne
Zwracała, patrząc, jak w gniazdku usłanem
Śpi ptaszę: włoski mu gładziła bujne
I wzrok pieściła licem ukochanem,
I oddychała cichutko nad skronią,
Jak wiatry, co się nad różami słonią.