Tylko bezecne, ziemskie rzępolenie.

Wzniosły się dziwem oczy rodzicielskie,

Na głowę padło mu oszołomienie,

Bo grzmiały trąby, flety, taralbuki

I najmniej wschodnie śmiechy, wrzaski, huki.

XXIX

Więc przyśpieszywszy kroku i już prawie

Biegnąc po góry spadzistym zakręcie

I rozchylając gałęzie, brnąc w trawie,

Ujrzał — i stanął jak głaz w tym momencie —