XLIV
Łotry przyjęci świeżo nie wiedzieli,
Do kogo mówią. Lambro zbladł jak ściana,
W oczach mu łypnął jak błysk karabeli,
Lecz się sczaiła wściekłość hamowana
I próbował się uśmiechnąć weselej.
Zapytał tylko „szanownego pana”
O imię i stan owego młodzieńca,
Co zachciał pono panieńskiego wieńca.