Jak wąż dusiciel zwinięty — czatował.
Milczał, gdy mówił za niego miecz grzmiący,
A gdy grzmiał słowy, krwi nie potrzebował.
Bo każdy wyraz jego był tak sieczny,
Że gdy ciął, już cios drugi był zbyteczny.
XLIX
Nie pytał więcej i zwlókł się ponury
Ku swej sadybie, drogę boczną sobie
Obrawszy; ledwie go pozdrowił który,
Bo nikt o panu nie marzył w tej dobie.