Nie pozbył, lecz się nagle zahamował,

Tak się ściągnęły groźnie brwi Gulbiezy:

Lica pałały, wzrok skrzył, mózg wirował,

Jak kiedy piorun po ciele przebieży.

A rosa męki na skronie serdecznej

Wyszła — jak na kwiat w porze przedsłonecznej.

CVI

A choć nie była z rodzaju nerwowych,

Już myślał Baba, że zemdleje... lecz nie!

Były to tylko napady chwilowych