Pośród owego siarkowego tańca

Spostrzegli nagle, że są w głębi szańca.

XLV

Jeden, dwóch, pięciu, tuzin — a pochopni

Wszyscy, bo szło tu już o piękną skórę,

Ogień rozszerzał się coraz okropniej,

Lał się jak smoła na dół, tryskał w górę,

Że trudno wyrzec, kto robił roztropniej,

Czy ci, co pierwsi chcieli swą fryzurę

Wysunąć za mur i wręcz wroga siekać,