Zachowanie O’Briena stało się mniej obcesowe. Bezwiednie poprawił okulary i zrobił kilka kroków tam i z powrotem. Ton jego głosu był teraz łagodny i cierpliwy. Sprawiał wrażenie lekarza, nauczyciela czy może nawet kapłana, któremu zależy raczej na wyjaśnieniu prawdy i na perswazji niż na ukaraniu winnego.

— Męczę się z tobą, Winstonie — powiedział — bo jesteś tego wart. Dobrze wiesz, co jest z tobą nie tak. Wiesz to od lat, choć walczyłeś z tą wiedzą. Jesteś zaburzony psychicznie. Twoja pamięć jest uszkodzona. Nie pamiętasz prawdziwych zdarzeń, za to wmawiasz sobie, że pamiętasz takie, które w rzeczywistości nie miały miejsca. Na szczęście to się da wyleczyć. Tobie się nie udało wydobrzeć, bo wybrałeś inną drogę. Potrzebny był niewielki wysiłek, którego jednak nigdy nie podjąłeś. Zdaję sobie sprawę, że nawet teraz trzymasz się choroby, przekonany, iż jest twoją cnotą. Na przykład: z kim w tej chwili walczy Oceania?

— W chwili mojego aresztowania Oceania walczyła z Azją Wschodnią.

— Tak, z Azją Wschodnią. Oceania zawsze walczyła z Azją Wschodnią, czyż nie?

Winston nabrał powietrza. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, w końcu jednak nie padło z nich żadne słowo. Nie mógł oderwać oczu od podziałki.

— Prawda, Winstonie. Powiedz mi prawdę. Twoją prawdę. Co pamiętasz?

— Pamiętam, że jeszcze tydzień przed moim aresztowaniem wcale nie walczyliśmy z Azją Wschodnią. Byli naszym sojusznikiem. Toczyliśmy wojnę z Eurazją. Ta wojna trwała od lat. Wcześniej...

O’Brien powstrzymał go ruchem dłoni.

— Inny przykład — powiedział. — Jakiś czas temu miałeś naprawdę poważne urojenia. Uwierzyłeś, że trzej mężczyźni dawniej należący do Partii, o nazwiskach Jones, Aaronson i Rutheford, mężczyźni, których po absolutnie wyczerpujących zeznaniach stracono za zdradę i sabotaż, byli w istocie niewinni. Wydawało ci się, że widziałeś niezaprzeczalny dowód tego, iż ich zeznania zostały sfałszowane. Przywidziało ci się zdjęcie. Byłeś przekonany, że naprawdę trzymasz je w ręku. Wyglądało mniej więcej tak.

Między palcami O’Briena pojawił się podłużny skrawek gazety. Winston miał go w polu widzenia przez jakieś pięć sekund. Było to zdjęcie i Winston nie miał żadnych wątpliwości — jakie. O’Brien trzymał w ręku to samo zdjęcie, na które Winston trafił przypadkiem przed jedenastu laty i które od razu zniszczył; fotografia przedstawiała Jonesa, Aaronsona i Rutheforda podczas delegacji partyjnej w Nowym Jorku. Miał ją przed oczami przez moment, potem znikła. Ale widział ją, niezaprzeczalnie ją widział! Z rozpaczliwym, bolesnym wysiłkiem Winston szarpnął górną połową ciała, żeby się uwolnić. Nie mógł jednak poruszyć się ani o centymetr w żadnym kierunku. Na chwilę zapomniał nawet o podziałce. Chciał tylko ponownie trzymać w ręku tamto zdjęcie albo przynajmniej je zobaczyć.