— Tak jest. Przed Sądami. Został zbombardowany... ach, wiele lat temu. To był kościół. Kościół pod wezwaniem świętego Klemensa50. — Uśmiechnął się przepraszająco, jakby zdał sobie sprawę, że powiedział coś lekko absurdalnego, i dodał: — „Pomarańcze i cytryny, biją dzwony...”.

— Co to takiego? — spytał Winston.

— Ach, „Pomarańcze i cytryny” to taka rymowanka, którą się recytowało, kiedy byłem dzieckiem. Nie pamiętam, jak to szło dalej, mam w głowie tylko końcówkę: To jest świeca, która świeci smutnie, oto tasak, co ci głowę utnie. To była zabawa. Jedni wyciągali przed siebie ręce, a drudzy pod nimi przechodzili. Kiedy dochodziło się do linijki „oto tasak, co ci głowę utnie”, opuszczało się ręce, łapiąc kogoś z przechodzących. W wierszyku wspominano wszystkie londyńskie kościoły — to znaczy te ważniejsze.

Winston zastanawiał się, z którego stulecia pochodził ten kościół. Trudno było określić wiek jakiegokolwiek budynku w Londynie. Jeśli dana budowla była duża, efektowna i w miarę nowoczesna z wyglądu, Partia twierdziła, że powstała już po Rewolucji, podczas gdy wszystko, co było w oczywisty sposób starsze, przypisywano do bliżej nieokreślonych wieków średnich. Obowiązywał pogląd, że stulecia kapitalizmu nie stworzyły niczego wartościowego. Z architektury nie można było dowiedzieć więcej niż z książek. Pomniki, napisy, płyty pamiątkowe, nazwy ulic — wszystko, co mogłoby rzucać jakiekolwiek światło na przeszłość — skrupulatnie pozmieniano.

— Nie miałem pojęcia, że ten budynek był kościołem — powiedział Winston.

— Całkiem sporo ich zostało — rzekł staruszek. — Choć służą innym celom. Jak szła ta piosenka? Ach, już mam!

Pomarańcze i cytryny, biją dzwony u Marcina51.

Biją dzwony u Klemensa, że mi jesteś winien pensa.

Dalej nie pamiętam. Pens to była mała, miedziana moneta, odpowiednik centa.

— Gdzie znajdował się Marcin?