Drzwi otworzyły się. Wszedł młody oficer o zimnej twarzy. Zniecierpliwionym gestem dłoni skinął na Amplefortha.

— Pokój 101 — powiedział.

Ampleforth wymaszerował niezdarnie pomiędzy strażnikami. Jego twarz wyrażała niepokój, ale przede wszystkim brak zrozumienia.

Winston miał wrażenie, że upłynęło mnóstwo czasu. Ból brzucha nasilił się. Jego myśli kręciły się w kółko po jednym torze jak bile, wpadające raz po raz do tych samych otworów. Zajmowało go tylko sześć kwestii: ból brzucha, kawałek chleba, krew i krzyki, O’Brien, Julia oraz żyletka. Kolejny raz poczuł skurcz żołądka, z zewnątrz ponownie dobiegło stukanie buciorów. Kiedy drzwi się otworzyły, wywołany ich ruchem powiew powietrza przyniósł silny odór zimnego potu. Do celi wszedł Parsons. Miał na sobie szorty w kolorze khaki i sportową koszulkę.

Winston był tak zszokowany, że na moment zapomniał o sobie.

Ty tutaj?

Parsons rzucił Winstonowi spojrzenie, w którym nie było ani ciekawości, ani zaskoczenia — jedynie cierpienie. Maszerował nerwowo po celi, ewidentnie nie mogąc usiedzieć w miejscu. Za każdym razem, kiedy prostował swoje grube kolana, było widać, że drżą. Szeroko otwarte oczy sprawiały wrażenie, jakby wpatrywał się w jakiś umiarkowanie oddalony przedmiot.

— Za co cię zgarnęli? — spytał Winston.

— Za myślozbrodnię — odpowiedział Parsons, prawie łkając. Ton jego głosu wyrażał jednocześnie całkowite przyznanie się do winy i pełne niedowierzania przerażenie, że to słowo może odnosić się do niego. Przystanął naprzeciwko Winstona i zaczął gorączkowo zadawać pytania: — Nie rozstrzelają mnie, co, stary? Nie rozstrzeliwują, jeśli nic się w sumie nie zrobiło. To tylko myśli, na które nic przecież nie poradzisz. Wiem, że mnie wysłuchają i potraktują sprawiedliwie. Ufam im całkowicie! Będą przecież mieli moją teczkę, prawda? Ty wiesz, jaki ze mnie człowiek, wiesz, że jestem w porządku; to prawda, niezbyt bystry, ale wierny. Staram się, jak mogę, ty to wiesz, tak? Może wlepią mi pięć lat, jak myślisz? Albo dziesięć? Mógłbym się przydać w obozie pracy. Przecież nie rozstrzelają mnie za jeden błąd?

— Jesteś winny? — zapytał Winston.