Znam ojca familii, który nade wszystko polubił dwie rzeczy: porządek w rachunkach i w domu spokojność. Ten człowiek miesza się na samo wspomnienie kolumn, i wtenczas jak może zagaduje o polityce lub też o pogodzie. Ktokolwiek widział kiedy, grasującego po cudzym mieszkaniu sądowego komornika, łatwo i ten strach usprawiedliwić, i przyczyny onegoż wyrozumieć potrafi.


Były i przedtem różnego rodzaju. zbytki: ale nasi przodkowie mieli w swoim przepychu pewną stałość i gruntowność smaku, która sprawiała, że grosz przez nich uroniony niezupełnie był dla potomnych straconym. Pani Podkomorzyna, babka matki mojej, dostała od rodziców wyprawę, którą szacowano 26 400 tynfów; były to krocie w owym czasie, i 10 arkuszy wielkiego, holenderskiego papieru zaledwie mogły wystarczyć do spisania różnego rodzaju zustmantów, bluzgierów, stęgierek, rogówek, postylionów, dormesów, soliterów, duetów i wolantów, z których się składała ta kosztowna garderoba; ale też przez lat blisko 60 całe następstwo nieboszczyka pradziadka mojego w linii żeńskiej stroiło się kosztem swojej antecesorki i już było z tej okazałej wyprawy dwie nowych wysztukowanych wypraw i trzy ubogie wyposażone panienki, kiedy ta szanowna tandeta, ledwie do połowy zmniejszona, spadła w braku kobiet na mnie po matce. Że jeszcze wtenczas nie miałem żony i ludzie moi nie umieli chodzić około dormesów, przyjąłem umyślnie garderobianą, która uporządkowane przez rodzaje i szczegóły szaty zobowiązała się utrzymywać, przewietrzać i przekładać płótnem niewarowym, co jest najlepszym sposobem zachowania rzeczy od moli.

W roku dopiero 1774 uwolniła mnie żona od tego kłopotliwego zarządu i sama rozwiozła po klasztorach ubogich i szpitalach, co jeszcze zdatnym być mogło do noszenia. Wyłączyliśmy jednak spod tego szafunku, pamiętam: ażust blondynowy z podwójnymi angażantami i gorsem takimże, mantolecik seledynowy z tureckiej materii, sak kitajkowy niebieski w płomienie i nareszcie maszkarkę aksamitną czarną, tudzież jupkę drojetową zieloną popielicami podszytą, jako rzeczy od naszej prababki najbardziej lubione, a które w chwili obecnej mógłbym tylko oddać na ofiarę, gdyby się znalazł jaki uczony, który by z tego rodzaju osobliwości chciał muzeum założyć.

Teraz pytam się, która dama naszych czasów, nie mówię po matce, ale sama z siebie (wyjąwszy może klejnoty i szale) ma w zachowaniu10 choć jeden gałganek z tego, co przed laty osiemnastu nosiła?

Przypisy:

1. Protej a. Proteusz (mit. gr.) — bóstwo morskie, syn Posejdona i Tetydy, pasterz fok, potrafił przewidywać przyszłość i zmieniać kształt, przybierając różne postaci. [przypis edytorski]

2. Linde, Samuel Bogumił (1771–1847) — polski slawista pochodzenia szwedzkiego, leksykograf, językoznawca, tłumacz, bibliograf, pedagog i bibliotekarz, autor monumentalnego Słownika języka polskiego (wyd. 1807–1814). [przypis edytorski]

3. Dykcjonarz Akademii FrancuskiejDictionnaire de l’Académie française (Słownik Akademii Francuskiej), zawierający normy i zalecenia w zakresie używania języka francuskiego i opracowywany przez Akademię Francuską, towarzystwo naukowe zał. w Paryżu w 1635 r. za panowania króla Ludwika XIII przez kardynała Richelieu, z czasem przekształcone w instytucję państwową, składające się stale z 40 najważniejszych ludzi kultury i nauki Francji. [przypis edytorski]

4. kolumny — mowa o nieistniejącym dziś punkcie handlowym w Warszawie przy pl. Teatralnym róg ul. Focha; początkowo mieściło się tam targowisko „Pociejów”, ulokowane w daw. pałacu rodziny Pociejów, przerobionym w 1785 r. na halę targową dla kupców żydowskich; następnie, w 1808 r., z polecenia magistratu „Pociejów” został rozebrany wraz z dawną oficyną przy pałacu, Żydzi przenieśli swoje sklepy w okolice placu Zielonego (dziś pl. Dąbrowskiego), a stamtąd na ulicę Bagno, zaś w miejscu targowiska powstał pod kierunkiem architekta Chrystiana Piotra Aigner w l. 1818–1819 budynek o charakterze handlowym, tzw. Dom Pod Kolumnami; po 1825 r. przyłączony do nowego gmachu Teatru Wielkiego; dziś nie istnieje. [przypis edytorski]